Tag Archives: The Freuders

The Freuders – Hikikomori EP

Wydane własnym sumptem Hikikomori EP to debiutancki materiał The Freuders, którzy postawili na wymieszanie bardzo różnych od siebie inspiracji i zamknięcie ich w nieco ponad dwudziestominutowej całości.

Całość ta zaczyna się psychodelicznie i dynamicznie. Never Talk To Strangers  oparty został na jednostajnym, dźwięcznym riffie basu, któremu towarzyszą mocno sfuzzowane, hałaśliwe gitary. Surowe brzmienie i oszczędny wokal kojarzą się choćby z dokonaniami zespołów Johna Garcii, takich jak Unida czy Slo Burn, choć oczywiście przylepienie wyświechtanej łatki „stoner” byłoby tutaj zbyt dużym naciągnięciem. A także uproszczeniem, ponieważ jak już zostało wspomniane, Hikikomori EP to pomieszanie klimatów różnych.

Drugi na płytce Angel-O-Spinner to jeszcze kontynuacja grania bardzo rockowego, choć już bardziej indie, bez tego bujania i psychodelii, które charakteryzowały otwieracz. Właściwie jest to najsłabszy numer na płycie, z wielokrotnie powtórzonym, dość nijakim riffem i niepewnym, zduszonym wokalem. Z następnym numerem następuje jednak obiecana już zmiana klimatu. Morse Affair zaczyna się bardzo subtelnie – to nadal granie dosyć proste, jednak kompozycja narasta i rozwija się w ciekawy sposób. Z z czasem dochodzi przesterowana gitara, a umieszczony w końcówce motyw z wysoko grającym basem kojarzy się z Delikatnieniem Świetlików – to tak odnośnie dużej rozpiętości stylistycznej.

Rosemary’s Baby spełnia zawartą w tytule obietnice, tzn. okazuje się numerem bardzo nastrojowym i nieco mrocznym, nawet jeżeli za rogiem nie czają się Polański z Komedą. Zespół wreszcie powraca do tego, z czym do czynienia mieliśmy w Never Talk To Strangers – ponownie pojawia się budowanie przestrzeni i muzycznego tła, numer nie jest płaski, wypada również o wiele lepiej pod względem wokalnym, zwłaszcza zwrotka brzmi bardzo dobrze. Ciekawie dzieje się także w drugiej części piosenki, między innymi w warstwie gitarowej, gdzie przyjemne, funkowe akordy przeplatają się z rockową, przesterowaną solówką.

Ostatni utwór na płytce to najdłuższa (7:33 min.) i najbardziej rozbudowana kompozycja na EPce. Instrumental bardzo udany – kolejne wątki nie leżą zbyt daleko od siebie, zabawy z dynamiką są oszczędne, nie ma też zbędnego brandzlowania się popisami solowymi. Numer płynie przyjemnie i nie nudzi nawet słuchany kilka razy pod rząd.

Czwórka, jednak z dwoma minusami. Kolejno: za niezdecydowanie stylistyczne, które nie zawsze wychodzi na dobre, oraz za momentami zbyt cichy, nieśmiały (?) wokal (np. w Morse Affair).

Hikikomori EP do ściągnięcia pod tym linkiem.

Otagowane