SAWBLADE – DEMO

Słucham tej ostatniej demówki Sawblade i słucham i mam z nią pewien problem. Zacząć należy chyba od tego, że kończy się zbyt szybko, co brzmi oczywiście jak komplement, ale niekoniecznie musi nim być. Na płytce znalazły się cztery numery, w których muzycy robią bardzo wiele, a jednocześnie brakuje spójności i czynnika X, który ma swoją prostą i swojską nazwę, ale o tym za moment.

Na ten kwarter niezbyt długich kompozycji (łącznie niewiele ponad kwadrans) składają się: numer po polsku, numery po angielsku, instrumental i kompozycja spokojniejsza, którą można nazwać nawet balladą (choć wyjątkowo nie lubię tego słowa, o ile nie stosuje się go wobec gatunku literackiego). Otwierająca zestaw Siła pt. I to właśnie – jak wskazuje tytuł – piosenka zaśpiewana w naszym ojczystym języku. Napędza ją prosty, współgrający z sekcją rytmiczny riff w średnim tempie, uzupełniany interesującą partią gitary prowadzącej, co w rezultacie brzmi przyjemnie i nowocześnie. Wokale są przyzwoite i pasują do muzyki, choć spodziewałem się większej agresji. Frontman grupy Michał Romańczuk zdecydował się jednak śpiewać czysto, grzecznie i wręcz dość delikatnie, by w części środkowej przejść do melodeklamacji kojarzącej mi się z Glacą i starymi przebojami Sweet Noise. Kolejny numer stanowi domknięcie poprzedniego, będąc dwuminutowym instrumentalem, którego głównym elementem jest dość klasyczne solo gitarowe – być może dlatego Sawblade robi w tym momencie wrażenie bardziej tradycyjnie-rockowe.

Dalej przechodzimy do części anglojęzycznej, gdzie Rise Again oraz Disappear wciąż nie przynoszą niestety oczekiwanego przeze mnie rozwiązania. Pierwszy z kawałków to rzeczona piosenka spokojniejsza, radiowa, mogąca przywodzić na myśl niektóre radiowe próby zagranicznych zespołów grających szeroko pojęty metal nowoczesny (vide Limp Bizkit ich podejście do twórczości The Who w postaci Behind Blue Eyes, zapamiętane przez wielu za sprawą wideoklipu z udziałem Halle Berry) – przy czym tutaj znowu dostajemy melodyjną solówkę, co nie pozwala na jednoznaczne zaszufladkowanie nagrania. Zamykający płytkę Disappear wlał mi w serce odrobinę nadziei swoim dynamicznym, nieco godsmackowym riffem, jednocześnie być może najbardziej zawodząc – bo było tak blisko, a jednocześnie się nie udało…

Żeby nie trzymać dłużej w niepewności. Oprócz stylistycznego zróżnicowania utrudniającego jednoznaczną ocenę muzyki i kategorii wagowej, w której walczy zespół Sawblade, brakuje mi tutaj jakiegoś jednego, chociaż jednego riffu, który WALNĄŁBY PO MORDZIE. Brakuje pierdolnięcia. Uwolnienia energii, którego wyczekiwałem przez te szesnaście minut z sekundami. Bo jest rockowo, trochę nowocześnie i naprawdę nie wymagam, żeby przerabiać to na metal, to byłoby niedorzeczne. Ale jednocześnie czuję, że ktoś tam cały czas trzymał rękę na gałce mocy, długo się wahając i ostatecznie niestety nie decydując na jej odkręcenie i wypuszczenie diabła. Trochę szkoda, może następnym razem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: