Live! Relacja: Mama Selita

18.11.2011 Klub Chwila

Mama Selita to jeden z tych zespołów, które ładnych parę lat temu przekonały nas, iż scena niezależna może być źródłem naprawdę świetnej muzyki, muzyki w niczym nieustępującej produkcjom mainstreamowym. Pamiętamy niedostępne już chyba nigdzie nagrania z poprzednim wokalistą, z bengerami w stylu Bober Song. Pamiętamy pierwsze koncerty, na których poznawaliśmy muzykę zespołu. Wczesna jesień 2005, Indeks, Diuna, Le Madame. W owym czasie grupa wypuściła udane, 4-utworowe demo z przebojowymi, ociekającymi groovem kawałkami takimi jak Funksystem czy Dżejmz. W kolejnych latach Mama delikatnie zmieniła skład oraz zagrała mnóstwo koncertów w całej Polsce i nie tylko – dotrzeć udało im się m.in. w okolice londyńskiego Wembley, gdzie zagrali na małej scenie PKO BP London Festival. Nie tylko nam wydawało się, że kontrakt z porządną wytwórnią i wydanie debiutanckiej płyty to tylko kwestia czasu.

Tak się jednak nie stało, a pytać nie wypada, bo jak rapuje głos Mamy, Igor: „Ej chłopaki kiedy nowa płyta? Synu milcz, wtedy gdy ktoś ją wyda”. Nie ma jednak dramatu, a do tego wyczekiwanego przez wielu fanów momentu coraz bliżej – znamy już tytuł albumu („3, 2, 1…”),  a w Internecie posłuchać można kilku numerów, które prawdopodobnie znajdą się na krążku. Wideoklip do najnowszego singla noszącego tytuł Brudne Bomby miał swoją premierę 18 listopada w Chwili przy ulicy Ogrodowej.  Wybraliśmy się więc, aby zapoznać się z tą nowostką, a także sprawdzić, czy Mama Selita nadal pozostaje zespołem grającym „najgroźniejszy funk w mieście”.

Frekwencja była optymalna. Parę osób więcej i po klubie nie dałoby się w żaden sposób poruszać. Klip pokazany został przed koncertem – nawet wrzucaliśmy go już na stronkę, a niedługo później chłopaki sami zainstalowali się na scenie. Przestrzeń przed sceną była wypełniona dość szczelnie, a publiczność żywiołowo reagowała na kolejne kawałki. Poleciało kilka „starych” numerów takich jak bujający Funksystem czy klimatyczny Dym z papierosów, jednak większą część repertuaru stanowiły nowsze numery, pokazujące, iż zespół nieco zmienił swój styl na przestrzeni ostatnich lat. Zrobiło się jakby bardziej oszczędnie (kiedyś była druga gitara, a na demówce pojawiły się nawet skrecze), szorstko i ciężko. Dużo Red Hot Chili Peppers, momentami jednak Rage Against The Machine. Jak udowodniliśmy w poprzednim akapicie, znamy tekst singla Rocky i zdajemy sobie sprawę z faktu, iż Mamie niekoniecznie podobają się porównania z innymi artystami. Zgadzamy się z tym, że grupa swój styl ma, jednak skojarzenia są nieuniknione. A jeżeli chłopakom naprawdę zależy na zamknięciu ust „porównywaczom”, to zamiast wrzucać do sieci tego typu filmiki, powinni zastanowić się nad doborem coverów. Wiele osób przyjęło entuzjastycznie hity takie jak Can’t Stop Red Hotów – wiadomo, że ludzie wprost uwielbiają to co znają. Nam jednak odgrywanie przez funk-rockowy skład jednego z największych przebojów RHCP kojarzy się raczej z zabiegami młodych metalowców, męczących na koncertach flagowe numery Metalliki.

Covery to jednak jedyny element układanki, który nie przypadł nam do gustu. Bo poza tym było faktycznie groźnie, energicznie, przebojowo i bardzo profesjonalnie. Mama Selita w obecnym wcieleniu jest może nieco mniej niż kiedyś funkowa, jednak nadal bardzo drapieżna. I czekamy na płytę, bo zapowiada się smakowicie. Na zachętę chyba najbardziej radiowy z opublikowanych dotychczas singli, Zły Chłopak:

Advertisements
Otagowane , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: